W życiu każdego faceta przychodzi moment, w którym decyduje się zapuścić brodę. Moje pierwsze próby zaczęły się już w liceum. I od tamtego czasu mocno eksperymentuję z wyglądem. Jednak dopiero od niedawna doceniłem bujny i długi zarost.

W czasie między szkołą średnią a studiami dość mocno poszukiwałem swojego stylu. Pociągały mnie różne gatunki muzyki, różne subkultury, różne środowiska. Miałem nawet okres skejciarski. Początek na uniwersytecie, a zwłaszcza pierwsze podróże z kumplami z roku, zmieniły mnie i ukierunkowały. Wtedy pojawiła się miłość do żeglowania. Zapuściłem też pierwszą prawdziwą brodę. Nie wiedziałem jednak (nie było wtedy jeszcze tylu porad w internecie), że zarost to też wyzwanie. Nie było olejków do bród, mydeł, kartaczy, wosków. Był za to zwykły szampon. A i jeszcze plastikowy grzebień kupiony w kiosku Ruchu na dalekiej prowincji podczas jednej z letnich eskapad. Ten grzebyk towarzyszył mi długie lata ale ostatnio się gdzieś zawieruszył. Może Pani Żonka ma coś z tym wspólnego?

Prawdziwa pasja do pielęgnacji zarostu pojawiła się u mnie wraz z zainteresowaniem naturalnymi kosmetykami. Wtedy znalazłem przepis na olejek do brody. Pomyślałem, że może spróbuję. Zapuściłem więc ponownie brodę, którą zgoliłem gdy zmieniłem pracę. Wiecie co? Wyglądałem dużo lepiej. Nie, nie jestem narcyzem. Stwierdzam po prostu fakty. Cieszę, że i moja Ukochana, wtedy jeszcze Panna  Narzeczona zaakceptowała mój nowy/stary wizerunek.

Od kilku lat żyjemy w zgodzie i miłości. Nie oznacza to, że nie mamy gorszych dni. Każdemu z Was życzę takiej dobrej relacji jak ta moja i mojej brody!

Zapisz

Zapisz