Z natury jestem dociekliwy. Kombinując nad kolejnym postem zacząłem się zastanwiać: Czy wplatanie kwiatów i ozdób w brodę to wymysł XXI w. rodem z Internetu? Kiedy odbył się pierwszy konkurs dla brodaczy? I czemu uczestnicy krucjat tak chętnie zapuszczali brody? Zadawaliście sobie kiedyś takie lub podobne pytania? Nawet, jeśli nie – zapraszam do lektury.

Nie od dziś wiadomo, że zadbana broda jest atrybutem prawdziwego mężczyzny. Pierwsze przedstawiania brodatych mężczyzn znajdziemy w starożytnej Mezopotamii. Tam brodacze nie tyko wyczesywali i namaszczali swoje długie do pasa brody, lecz także chętnie układali je w fale bądź loczki. Fuj! Niektórzy szli nawet o krok dalej. Zarost obsypywali złotym pyłem i wplatali weń kwiaty, a nawet posuwali się do farbowania swoich kędziorów. Prawda, że brzmi znajomo? A wy pewnie myśleliście, że stylizacje Merman Beard to hit ostatnich sezonów? Kolorowe brody to krzyk mody sprzed 5 tys. lat. Nie przemawia to do mnie z oczywistych męskich powodów, ale popatrzeć można.

Od starożytności

Egipcjanie też szanowali brody i choć większość mieszkańców kraju nad Nilem była zwolennikami dokładnie ogolonego ciała (łącznie z brwiami), to barwiony henną zarost cieszył się popularnością u wysokich dostojników królewskich, a sam faraon do oficjalnych strojów zakładał mocowaną za głową drewnianą lub metalową imitację brody. Nieźle się w tym Egipcie działo. Wąsy też sobie strugali? J

Broda dodaje mężczyźnie powagi – to niezaprzeczalny fakt. Wiedzieli to starożytni Grecy. Nie tylko najbardziej męski bóg greckiego Panteonu Zeus (uwiódł pewnie więcej kobiet niż Hugh Hefner), lecz także greccy mężowie stanu i filozofowie. Zwłaszcza tych ostatnich często widywano z bujnym, ale niestety często zaniedbanym zarostem. No cóż, nie mieli mojego Olejku Pan Broda, więc można im wybaczyć J

Republika rzymska w szczycie swojego rozkwitu za zarostem z kolei nie przepadała. Senatorowie, konsulowie, pretorzy chodzili z gładkimi licami, które golono dokładnie za pomocą brzytew i tłuszczu. Gładka skóra brody stała się symbolem wysokiej pozycji społecznej. Jednak parę wieków później, już w okresie Cesarstwa Rzymskiego, zarost znów stał się modny. Najsławniejszą brodą stała się ta płomiennoruda należąca do cesarza Nerona.

Średniowieczni władcy w przystrzyżonej i zadbanej brodzie widzieli atrybut swojej władzy. Zarost ozdabiał również twarze kwiatu rycerstwa. Chociaż ci ostatni nosili brody niekoniecznie z przyczyn estetycznych lub politycznych. Znacznie częściej wiązało się to po prostu z wygodą. No bo jak tu poświęcać czas na golenie twarzy, gdy trzeba ruszać na kolejną krucjatę?

Piękny bujny zarost miał też swoich sławnych przeciwników. Za największego trzeba uznać cara Piotra I, który z chęci upodobnienia swojego kraju do cywilizowanych państw Europy Zachodniej zakazał bojarom noszenia długich bród. Powiedzmy to sobie szczerze, mocno się naraził swoim poddanym takim drastycznym dekretem. Każdy mężczyzna przecież wie, jak bardzo cenna jest jego wypielęgnowana broda. I nie świadczy ona – do cholery – o braku ucywilizowania, panie carze.

XVII i XVIII wiek

W XVII i XVIII w. bród nie noszono. Jednak już pod koniec wieku XIX moda na twarzowy zarost wróciła. Przypomnijcie sobie takie postacie jak Abraham Lincoln czy Karol Marks. Ci panowie zasłynęli z różnych czynów (nie wszyscy chwalebnych), jednak tym, co ich łączyło, było noszenie z zamiłowaniem brody.

A jak to wyglądało w Polsce? W naszych rodzinnych stronach zdecydowanie większym zainteresowaniem cieszyła się górna strona zarostu, czyli obfity wąs. Do brody podchodzono nieufnie. Zdarzały się jednak chlubne wyjątki. Długą brodą mógł się poszczyć np. Jan Kochanowski, który był tak przywiązany do swojego owłosienia, że napisał o nim pieśń „Broda”. Poniżej jej fragment na przekór cesarzowi Piotrowi I, coby nie myślał, że brodacze to hołota i na poezji się nie znają.

Broda mój rym! Apollo, chocia nie masz brody,

Rymu brodzie nie zajźrzy! A byś wiecznie młody
Nie chciał być, godna by ta broda twojej twarzy,

Rymu zaiste godna, który, proszę, zdarzy!
Wierzęć ja, że w tej gęstwie zacnych bród niemało

Będzie sobie mym rymem chłubę czynić chciało […].

Wiek XX

Koniec wieku XX znów przywrócił brodzie łaskę. Pierwsze konkursy brodaczy odbyły się w Niemczech na początku lat 90. Od tego czasu mężczyźni na całym świecie rywalizują ze sobą, porównując długość i obfitość zarostu, a także prezentując iście kosmiczne uczesania swoich bród. Do rekordzisty ciągle jeszcze im jednak daleko. Najdłuższa broda w historii należała do Norwega Hansa Langsetha. Mógł się poszczyć zarostem długości ponad pięciu metrów, ale to już chyba lekka przesada, nieprawdaż?

Tyle historia. Następnym wpisem wracam już do teraźniejszości i realnego dbania o brodę.
Ave barbati!