W końcu przyszedł czas wyczekiwanego przez cały rok urlopu. Planowaliśmy ten  tydzień od kilku miesięcy. Po męczącym okresie w pracy i remoncie nowego mieszkania poczuliśmy, że zasługujemy na duże Wakacje. Nie chcieliśmy niespodzianek i stresujących sytuacji, z drugiej strony jakoś nie widziałem siebie ze swoją ładniejszą połówką leżącego cały dzień na plaży we Władysławowie. Co wybraliśmy? Ano rowery. A raczej rowerową eskapadę. No i wszystko było pięknie, ładnie aż nadszedł czas pakowania bagaży.

W końcu przyszedł czas wyczekiwanego przez cały rok urlopu. Planowaliśmy ten tydzień od kilku miesięcy. Po męczącym okresie w pracy i remoncie nowego mieszkania poczuliśmy, że zasługujemy na duże Wakacje. Nie chcieliśmy niespodzianek i stresujących sytuacji, z drugiej strony jakoś nie widziałem siebie ze swoją ładniejszą połówką leżącego cały dzień na plaży we Władysławowie. Co wybraliśmy? Ano rowery. A raczej rowerową eskapadę. No i wszystko było pięknie, ładnie aż nadszedł czas pakowania bagaży.

Żonka spakowała się do malutkiej torby. Byłem z niej dumny! Chyba się naprawdę przejęła tymi żartami o kobietach i ich bagażach. Tym razem się postarała. Jej kosmetyczka była wielkości atlasu samochodowego. Ja byłem pewny, że moje „utensylia i specyfiki” zajmą jeszcze mniej miejsca. A tu co? A tu niespodzianka i to gruba. Dosłownie. Jak się domyślacie nie mogliśmy zabrać ze sobą dużej ilości rzeczy. Sprawa była prosta. Z czegoś musiałem zrezygnować. Z podstawowych kosmetyków zrezygnować nie mogłem (ha, skończyły się czasy biwaków w Bieszczadach). Wiecie, szampon, żel do mycia i jakiś „odsmradzacz” to podstawa. Musiałem zrezygnować z kosmetyków „nadprogramowych”, czyli właśnie tych do brody. Opcja druga: zrezygnować z brody. To byłoby cholernie niefajne. Bądź co bądź lubię swój zarost.

Rozważałem też zwyczajne skrócenie brody. Wiązało się to jednak z wizytą u zaprzyjaźnionego Barbera a zaczynało brakować czasu. Zostawał jeszcze opcja zarost (zbyt) naturalny. Wiecie, potargana wiatrem broda, wąs sterczący w każdą stronę. Taka opcja nie wchodziła w grę. Już widziałem jak bardzo moja Luba miałaby ochotę spędzić ze mną miły wieczór 😉

Przemyślałem na szybko obie opcje. Pierwsza, czyli zgolenie brody było chyba ostatecznością. Wiem, wiem broda nie zęby… ale i tak byłoby mi szkoda. Mocno przyzwyczaiłem się do zarostu. Czuję się z nim jakoś pewniej. No i żona jakaś bardziej zazdrosna się zrobiła ostatnio 😉 A tak zupełnie serio. Brodę zapuszczałem od zeszłej jesieni. Grzecznie chodziłem do Barbera, myłem, traktowałem olejkami do brody i szczotkowałem.

Do skrócenia zachęcił mnie wpis na jednym z forów dla brodaczy. Nie było to głupie. Przy dobrze przeprowadzonym cięciu broda mogła wyglądać naprawdę. Mogłem niestety stracić trochę z mojego „lamberseksualnego looku” ale za to twarz zyskałaby trochę letniej lekkości.

Ostatecznie zdecydowałem się na drugą opcję. Do saszetki na kosmetyki wrzuciłem mały grzebień i olejek. Broda była miarę krótka przez cały wyjazd. No i rano nie musiałem poświęcać dużo czasu na jej pielęgnacje. Na pewno słona woda, dużo słońca i wiatr wpłynęły na jakość zarostu ale tym nie będę się przejmować.

Skrócenie zarostu na letni wyjazd to najlepsza opcja dla brodacza. Twoja broda będzie wyglądać dobrze przez cały urlop, Ty nie będziesz musiał się z nią chrzanić i miło spędzisz czas tak jak lubisz. Czy długość zarostu wpłynie na odczuwanie temperatur? Niektórzy powiedzą, że tak inni, że zupełnie nie. Do tego temu jeszcze wrócę. A co Wy myślicie o długości zarostu latem? Piszcie w komentarzach!